63. I wszystko jasne

    Od chwili uwolnienia Kolanko, Urwisa i Toli minęły trzy dni. Rzeczywiście Blanka była na tyle głupia, by zatrzymać się z zakładnikami w ruinach motelu. To, że Natasza pozwoliła jej na taki scenariusz, okazało się dla obu zgubne. Oczywiście Blanka nie była sama. Zgarnęli ją razem z facetem, który, jak sądzę, odnalazł mnie tam, gdy próbowałem wyciągnąć coś z Rafała. 
    Gdyby nie szybkie działania policji, pewnie udałoby się jej zwiać, ale uśpiona faktem, że jednak kasa spływała, a ja teoretycznie siedziałem murem w domu przy komputerze, nie spieszyła się. Tymczasem zamiast mnie na mojej sofie rozsiadł się aspirant Olszyniak, którego na upartego z daleka można ze mną pomylić.
Blanka z początku nabrała wody w usta podobnie jak Rafał z tą różnicą, że uwierzyła śledczym w bajkę o składanych w pokoju obok obszernych zeznaniach Rafała. Wystraszona zaczęła sypać. Oczywiście kłamiąc, by się wybielić. Wszystko zrzuciła na Fodora, który rzekomo ją szantażował, na mnie też próbowała, ale przede wszystkim winę wykonawczą przypisała Rafałowi. Kłamstwa nie pasowały do faktów, więc i wyjaśnienia musiała uzupełniać, zmieniać, przypominać sobie, że ach, to jednak było inaczej i tak dalej. Inka potem powiedziała mi, że mieli z nią niezły ubaw, chociaż przez te nieudolne próby kombinowania przesłuchanie trwało dużo dłużej niż powinno. 



    Zdziwiłem się, gdy przez przeszklone drzwi komendy zobaczyłem wysiadającego z radiowozu, skutego sąsiada kibica. Nigdy go nie podejrzewałem, a tymczasem to właśnie on mnie obserwował, manipulował Rurzyckim i zabił Anę Janiv. Plan był prosty: to ja miałem zostać wrobiony w to morderstwo, chyba że oddam kasę, jednak zanim siostrzyczki zaczęły mnie szantażować, sprawę skomplikował Mark Odonsky. Inka nie wdawała się w szczegóły, twierdząc, że i tak zbyt dużo mi mówi, lecz Fodor podobno zdecydował o zmianie planu właśnie ze względu na Marka. Redaktor chciał zdemaskować bossa, a w rzeczywistości nieświadomie dostarczał mu informacji o tym, co władze na niego mają. Dlatego zawsze był kilka kroków do przodu. Mark jednak zaczął się wymykać, bo jak się okazało nie wszystko mi przekazywał, coraz lepiej się zabezpieczał, więc zaczął stanowić zagrożenie. Wtedy wezwano mnie do Birmingham, bym złożył zeznania i pomógł w dotarciu do umysłu Grace. Podejrzewam, że i to mogło być zasugerowane przez Fodora, który przecież spokojnie może mieć niejedną wtykę w brytyjskiej policji, ale Inka twierdzi, że nie ma na to żadnych dowodów. Niewinna jak zawsze Blanka powiedziała, że Fodor chciał oszukać ją i Nataszę, uprowadzić mnie i wycisnąć ze mnie ich miliony, a je wrobić w morderstwa. Pamiętam Nataszę. Nie wyobrażam sobie, by pozwoliła komukolwiek na coś takiego. To, że zwiałem jej sprzed nosa z kasą, z pewnością wiele ją nauczyło. W przeciwieństwie do młodszej siostry była piekielnie inteligentna. Chociaż może nie aż tak, skoro zawierzyła młodszej i dała poprowadzić ostateczny szantaż z porwaniem. Coś mi się tu nie zgadza, ale teraz już nie mam zamiaru o tym myśleć. Przynajmniej spróbuję przestać.

– Możesz już wrócić do domu. – Głos Inki wyrywa mnie z zamyślenia. Odwracam się od okna, za którym szaleje wichura.
– To już koniec?
– Dla nas raczej masywny początek – wzdycha. Uwielbiam jej uśmiech. Chciałbym, żeby dla nas dwojga też tak było.
– Macie Nataszę?
– Jeszcze nie, ale kilka innych osób powiązanych ze sprawą albo raczej sprawami odłowiliśmy. Dla Fodora przestałeś się liczyć.
– No tak, żadnej kasy już nie zobaczy.
– Natasza miała zapłacić mu za pomoc w ściganiu ciebie, ale teraz…
– A jego macie?
– Niestety, to nie jest takie proste. Jest poza naszą jurysdykcją. To już sprawa międzynarodowych – rozłożyła ręce. – Ale podejrzewam, że jest już daleko poza Europą. 
– Dlaczego Ana? – pytam po chwili milczenia, widząc, że Inka ma zamiar zakończyć naszą rozmowę. – Została zamordowana tylko po to, by mnie obciążyć, szantażować?
– Dlaczego przyjechałeś właśnie tu? Do tego miasta? – odpowiada pytaniami na pytania.
– Rafał? – pocieram ręką czoło, jakby to miało mi jakoś pomóc. Czy to nie on sugerował, gdzie powinienem się zatrzymać? Z dala od rodzinnego miasta… Nie wiem, czy to strzępki wspomnienia, czy może próbuję sobie coś wmówić.
– Kocki istotnie bywał tu wcześniej. U Mateusza Loka.
– Loka? – Nie wiem, o kim teraz mowa.
– Twojego sąsiada. Zgarnęliśmy go w ostatniej chwili. Był już spakowany i jedną nogą w swojej beemce. To on obserwował Anę od pewnego czasu jeszcze zanim ty się tu pojawiłeś. Znaleźli ją i sprawdzali. Fodor nie lubi, gdy mu dziewczyny zwiewają. Jest cierpliwy. Wie, że zguby są ostrożne do czasu. Każda, którą zdoła odnaleźć, wcześniej czy później zostaje znaleziona martwa.
– Jak ta z Londynu…
– Jak ta z Londynu. Być może przedłużyłeś Anie Janiv życie o kilka miesięcy. Lok mógłby zabić ją wcześniej, ale widocznie zmienili plany, by upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Musiał poczekać na ciebie. Zbieraj się. – Powoli, jakby się ociągała, podchodzi do drzwi. – Twoje dokumenty są nieważne. W dyżurce odbierzesz zaświadczenie o zgłoszeniu utraty. Wyrobisz sobie nowe w urzędzie. Tym razem prawdziwe, Waldemarze Torawowski. – Uśmiecha się blado i odwraca w kierunku schodów na piętro. 

    Czy chcę znowu być Waldkiem, synem Dariusza i Eweliny? Czy chcę wracać tam? Być… sobą? Porzucić Leopolda Fikcyjnego, którego nawet polubiłem? To nie będzie łatwe. Trzeba będzie znowu... zacząć od nowa.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Epilog

 – Wiesz, że cię lubię i wolałabym, żebyś tu został. Nikt nie pomagał mi tak jak ty, gdy tego potrzebowałam – mówi z poważną miną Monika. – ...