54. Zdjęcia

    Gdy za Moniką zamykają się drzwi, wokół mnie zapada cisza. Może to cisza przed burzą? Gdyby nie rupiecie pod nogami, pewnie krążyłbym po pokoju jak zwierzę w klatce. Podnoszę cholerny regał. Ten, kto go przewrócił, nie mógł być ułomkiem. Wyrwał przy okazji z betonowej, nośnej ściany śruby razem z kołkami i tynkiem. Tu samo sprzątanie nie pomoże, przydałby się remont, ale nie będę teraz przecież szpachlował dziur w ścianach. Ustawiam regał byle jak i zabieram się za zbieranie książek z podłogi. Właściwie moja prawdziwa tożsamość, rodzina i przeszłość nie mają nic do tego, co dzieje się teraz. Nie ma znaczenia kim byłem i co robiłem lata temu. Nawet jeśli to by teraz wyszło, niczego kluczowego nie wniesie. No tak, ale moją relację z Inką trafi szlag. Cholera, zaczynam się śmiać sam ze siebie. Jaką relację? Posadzą mnie. Przypomną sobie o dawnej sprawie z siostrami Sobak i zwyczajnie pójdę siedzieć. Inki nawet więcej nie zobaczę. Serce podjeżdża mi do gardła i wali jak oszalałe. Rzucam książki na ziemię i biegnę do kuchni. Odkręcam kran i nalewam wodę do szklanki. Cieknie po trzęsącej się ręce. Zimny płyn z trudem przepycha się przez suche, zaciśnięte gardło. W tym momencie Monika rozmawia z policjantką. Może właśnie opowiada jej wszystko. Dworna potrafi wydobywać informacje. Jedyne do siebie mogę mieć pretensje. Ogarnia mnie niemoc. Siadam na podłodze i próbuję opanować panikę. To wszystko zaczyna mnie przerastać. A może dawno przerosło, ale dopiero teraz zdałem sobie z tego sprawę. 
    Rafał znał Grace. Na jednym ze zdjęć był z Kasarleyem. Wyglądał trochę inaczej… W Poole zawsze był krótko ostrzyżony, ogolony. Nosił tę swoją dżinsową, wytartą czapkę z daszkiem i koszulki polo pod kraciastymi, flanelowymi koszulami. Na zdjęciu ma dłuższe włosy, brodę i skórzaną kurtkę, której z pewnością nigdy u niego nie widziałem. Właściwie można by uznać, że to jakiś inny facet, gdyby nie charakterystyczna sylwetka i twarz. Taki sam skrzywiony nos, te same oczy… Mówi do Kasarley'a z ręką na jego ramieniu. Pewnie poklepywał go, tłumacząc coś, zupełnie tak samo, jak mnie. Nieraz. Jest coś w tej fotografii… Myślałem, że to po prostu sam fakt, że Rafał okazał się kimś innym, ale nie, to nie to. Coś innego mi umyka jak zapomniane, choć dobrze znane słowo na końcu języka. Nie wiem, nie umiem tego określić. Powinienem był poprosić o kopię tego zdjęcia, choć pewnie i tak bym nie dostał. W pamięci wszystko się zaciera, gdzieś rozpływa i tylko denerwuje, bo wiem coś, czego nie jestem w stanie wygrzebać i sobie uświadomić. Skoro Inka jest u Moniki, może powinienem… nie, to fatalny pomysł. A Mark? Jego śmierć zaskoczyła nawet gliny z UK. Wiedzieli, że interesuje się sprawą, ale nie mieli i nadal prawdopodobnie nie mają zielonego pojęcia o tym, że ściągał od nich dane, szpiegował ich pracę. Według Inki poszlaki wskazują na Rafała jako mordercę. Rafał mordercą. Przecież to brzmi absurdalnie! Mark został znaleziony martwy w swoim mieszkaniu. Nie określono dokładnie czasu jego zgonu, bo był już w dość zaawansowanym stadium rozkładu. Rzeczywiście był odludkiem, skoro nikt nie znalazł go wcześniej. Dopiero smród wydobywający się z mieszkania zainteresował sąsiadów i listonosza, któremu zawsze wcześniej otwierał. Do czasu. Ze wstępnych oględzin wynika niezbicie, że sam nie umarł. Wychodzi na to, że Mark został zamordowany właściwie niedługo po tym, jak mnie uprowadzono. W mieszkaniu nie było śladu żadnych danych czy informacji o tym, że Mark rozpracowywał mafię. Podejrzewałem go, a tymczasem bardziej prawdopodobne jest, że rzeczywiście zbierał materiały i był gotów rozbić tę szajkę. Inka nie powiedziała tego wprost, ale bardzo subtelnie zasugerowała, że ja mogłem podzielić jego los. Nadal mogę, bo tak naprawdę nie wiedzą ile wiem. Zrywam się. Ignoruję zesztywniałą po siedzeniu na podłodze nogę i podbiegam do okna. Z góry idealnie widać ulicę i parking. Nie ma śladu podejrzanego SUV-a. Niczego podejrzanego. Za to widzę Dworną. Wsiada do samochodu. Czas dowiedzieć się, co udało jej się wyciągnąć od Moniki. 

– Nie jesteś aż takim pępkiem świata, jak ci się wydaje. – mówi Monika, widząc moje pytające spojrzenie, gdy tylko przekraczam jej próg. – Idziesz ze mną? – zapina smycz Hrabkowi.
– Jasne. Rozmawiałyście o tym, co i mnie dotyczy?
– Oczywiście. Pytała o ten samochód, który cię gonił i pokazała mi zdjęcie jakiegoś faceta, którego w życiu nie widziałam. O twoje liczne tożsamości nie wypytywała. – rzuca mi wymowne spojrzenie. – Ja naprawdę nie wiem, jak ty możesz tak żyć.
– Ciszej. – Klatka schodowa nie jest dobrym miejscem dla takich rozmów. – Muszę dokończyć porządki i odebrać wreszcie psy – zmieniam temat.
– Przydałoby się. Fortunę zapłacisz za ten psi hotel. A babka już do mnie dzwoniła dwa razy. W życiu nikt na tak długo nie zostawił u niej psów.
Wychodzimy na zewnątrz. Rozglądam się dyskretnie, próbuję dostrzec, czy ktoś nie siedzi w najbliżej zaparkowanych samochodach, które nie należą do sąsiadów. To ten moment, gdy dzień przechodzi w noc, wszystko szarzeje i ciemnieje, a ja mam wrażenie, że gorzej widzę.
– Co tak strzelasz oczami? – Monika jest wyraźnie rozbawiona.
– Ten facet ze zdjęcia Dwornej. Jak wyglądał?
– Normalnie – wzrusza ramionami – Tak… zwyczajnie po prostu. Jak setki innych.
– Jak setki innych,  nigdy go nie widziałaś?
– No bo nie widziałam. – odpowiada niezbyt inteligentnie, ale po chwili dodaje – Ale w sumie racja. Może i widziałam, ale nie zwróciłam uwagi. Taki zwyczajny typ. Lekko przy tuszy, jakby zapuszczony, wiesz, taki, co nie za bardzo o siebie dba. Na zdjęciu był z drugim facetem i myślę, że to tego drugiego widziałam kiedyś z Grześkiem.
– Co? Chwila. Ustalmy najpierw. – Mam wrażenie, że jesteśmy jak ślepy z głuchym, którzy gadają o kolorach. Próbuję zwizualizować sobie fotkę z Rafałem i Kasarleyem. – Czy to było zdjęcie dwóch facetów, gdzie jeden drugiego klepie po ramieniu? Grubszy chudszego?
– No tak.
– I widziałaś Grześka z grubszym, czy chudszym?
– Z tym drugim przecież mówię.
– Czyli z chudszym – staram się mówić spokojnie.
– Rany, Leoś, no tak. O grubszego w skórzanej kurtce z brodą pytała mnie detektywka, a ja widziałam tego drugiego, tego wymoczkowatego z Grześkiem jak wsiadali do auta.
– Kiedy to było? – głupieję, bo przecież Kasarley siedzi.
– No dawno. Właściwie chyba, zanim ty się tu przeprowadziłeś albo jakoś tak niedługo po, nie pamiętam aż tak dokładnie, ale zwróciłam uwagę, bo wracałam z fitnessu i zakupów, miałam torbę i dwie siaty, a tu trzech chłopów wychodzi z klatki i żaden mi nawet drzwi nie przytrzymał. Tylko się gapili na mnie tępo.
– Trzech?
– Umówiłeś się z tą Dworną, że takie same pytania zadajesz? Grzesiek, ten drugi, chudy, wytatuowany z foty – wskazuje palcem jakby na zdjęcie, którego nie mam i jeszcze ten sąsiad kibol, co cię ściskał, jak cię pierwszy raz spotkałam.
– O. To ciekawe.
– Może po prostu w tym samym czasie wychodzili – wzrusza ramionami, po czym odpina Hrabka ze smyczy – Łysy, znaczy sąsiad poszedł sobie gdzieś, jak znam życie, to do monopolowego, a tamci dwaj wsiedli do samochodu. Odwróciłam się za nimi, bo Grzesiek nawet się nie odezwał, a zawsze był kulturalny i się kłaniał. No ale wiesz, kto z kim przestaje…
– I odjechali?
– A nie wiem, wściekła byłam, poszłam. Więcej tamtego typa nie widziałam.
– Albo nie zwróciłaś uwagi.
– Jak mówię, że nie widziałam, to nie widziałam, ślepa nie jestem. W przeciwieństwie, do tego drugiego, grubszego, ten, co tu był miał wyjątkowo charakterystyczny wygląd. Hrabek! Co tam żresz? Ale wiesz, ta twoja była żona, to całkiem ładna.
– Ją też widziałaś?!
– No na zdjęciu od policjantki. Wypluj to! Wypluj! Biegać miałeś, nie żreć!
– Tylko na zdjęciu? – wolę się upewnić.
– Myślisz, że przyjechała tu za tobą? W sensie wcześniej?
– Wątpię, a co to było za zdjęcie?
– Właściwie były dwa. Jedno takie zwykłe en face, a drugie z tym grubym facetem.
– To ciekawe. – Mnie Inka nie pokazała Grace na jednym obrazku z Rafałem. Czy dlatego, że znam oboje i byłoby to bezcelowe, czy może wolała, bym go nie zobaczył? – Mogłabyś opisać mi to drugie?
– Z nim? Mogło być zrobione w jakimś pubie. Trochę ciemnawe i nieostre. Ona siedziała przy stoliku, a on stał nad nią – Monika przerywa, jakby się wahała – Wracamy, w ogóle mnie nie słuchasz – zwraca się do psa, a ja czekam na ciąg dalszy. Już otwieram usta, by ją dalej wypytywać, gdy wzdycha i zerka na mnie – No wyglądali, jakby mieli się ku sobie, ale wiesz, może było na przykład głośno i dlatego nachylał się tak…
– Monia, nie żywię do Grace żadnych pozytywnych uczuć od dawna. Ważne są fakty. Całował ją?
– No nie, ale nachylał się, jakby chciał, a ona się śmiała. Wyglądali, czy ja wiem, jak starzy kumple albo kochankowie. 
Czuję, że muszę zobaczyć tę fotkę. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

57. Zamiana ról

     Jeden zero dla mnie, ale co mam teraz zrobić? Dojechałem do miasta, zatrzymałem się przed zjazdem w kierunku centrum i uruchomiłem tele...