41. Przesłuchania ciąg dalszy

 – Hmm. Czyli nauczył się pan polskiego w Anglii od polskiej kucharki, z którą oglądał pan filmy. A co z rodzicami w Danii? Zmienił pan sobie nie tylko nazwisko, ale i całą historię? – podsumowuje komisarz Wrota po wysłuchaniu przygnębiającej historii o Andym Hornie.

– Nie chciałem, by mnie znaleziono – wzruszam ramionami.

– Hmm. Nie będę teraz wnikać w legalność takiego postępowania. O tym porozmawiamy później, natomiast ciekawi mnie niezwykle, skoro tak bardzo chce pan uciec przed byłą żoną, to dlaczego sam pan jej szuka?

– Bo zaginęła – odpowiadam po chwili intensywnego myślenia nad strategią. Mają mnie. Nie ma sensu udawać, że nie wiem, o co chodzi. Im bliżej prawdy, tym lepiej, a potem niech się dzieje, co chce. Tylko skąd do cholery wiedzą, że jej szukam? Rafał się wygadał? Niemożliwe. Dwie pary oczu wwiercają się we mnie, wywołując nieodpartą potrzebę tłumaczenia się. Mówi się, że tylko winni się tłumaczą, ale do cholery, muszę coś powiedzieć, jakoś to wyjaśnić – Skąd pan wie, że jej szukam?

– Uściślijmy... Jak żona, przepraszam, była żona się nazywa?

– Grace Latison.

– Proszę wyjaśnić, bo najwyraźniej nie do końca rozumiem. Zadał pan sobie trud, by zmienić personalia, wymyślił sobie na nowo całe życie, aby była żona nie mogła w żaden sposób do pana dotrzeć, a gdy dowiedział się pan, że zaginęła, od razu jej szuka. Po co?

– To może ja nakreślę sytuację – nie chce odpowiedzieć na moje pytanie, to i ja na jego nie odpowiem tak wprost – Moja była żona Grace Latison miała powiązania ze światem przestępczym, co odkryłem po tym, jak dowiedziałem się, że mnie regularnie zdradzała. Nie były to zwykłe zdrady małżeńskie, robiła to na czyjeś zlecenie, pracowała dla podejrzanych typów, a gdy zorientowała się, że nie jestem taki głupi, małżeństwo ze mną nie zapewni jej tak idealnej przykrywki, jak myślała, zaczęła mi grozić, poważnie grozić, szantażować i znęcać się nade mną psychicznie. Mówiła wprost, że wykorzysta moje pochodzenie do tego, by udowodnić wszystkim, iż jestem nie lepszy od swojej matki, która wg niej była psychicznie chorą narkomanką. Rozwiedliśmy się, a ona zupełnie zniszczyła moją reputację w Dudley, gdzie mieszkaliśmy, może pan to sprawdzić, oczerniła mnie, bym to ja wyszedł na winnego, by nikt mi nie uwierzył, jeśli cokolwiek złego o niej będę mówił. Nie miałem czego tam szukać, byłem zmasakrowany psychicznie. Wyjechałem do Poole, gdzie dzięki terapii i wsparciu dobrych ludzi jakoś stanąłem na nogi. Jednak nie na tyle, by móc normalnie żyć. Grace nadal mi groziła, wysyłała wiadomości z pogróżkami, które usuwała, gdy tylko zaznaczały się jako przeczytane. Nawet miałem kilka zrzutów ekranu z tymi tekstami, jednak potem wszystko usunąłem razem z moją tożsamością i ruszyłem po nowe życie, zdecydowałem się zamieszkać na stałe w Polsce, która z perspektywy znowu wydawała się atrakcyjnym miejscem do życia, mimo wcześniejszych niepowodzeń zwyczajnie tęskniłem – chyba popadam w nadmierny patetyzm, wychodzę na świra, ale za to autentycznego, mam nadzieję, więc ciągnę dalej – Od przyjaciela z Poole dowiedziałem się, że tamtejsza policja pyta o mnie, gdyż szukają kogoś, kto mógłby coś wiedzieć o zaginionej kobiecie. W ten sposób dowiedziałem się, co się stało. Zaniepokoiłem się. Skąd pan wie, że jej szukam? – ponawiam pytanie bez większej nadziei na odpowiedź.

– Ponieważ i pana szukają. Kobieta, która, jak pan słusznie zauważył, ma pewne powiązania, nagle znika. Nikt nic nie wie, a w dodatku jej były mąż zapadł się niczym kamień w wodę. Dlaczego? Może ją ukrywa? Może coś jej zrobił? Sam pan powiedział, że groziła panu, może miał pan tego dość i wymyślił sposób na to, by przestała? To trochę nietypowe, że znika mąż, a potem żona. Nie sądzi pan?

– Była żona – poprawiam go – Gdyby czasy były… normalne, zwyczajnie pojechałbym do Poole i sam poszedłbym złożyć zeznania. Grace napsuła mi krwi, ale zważywszy na towarzystwo, w jakim się obracała… Czytałem o Owenie K., rzezimieszku, którego szantażowany przez Grace prokurator miał wypuścić za kaucją. Może to irracjonalne, ale zacząłem się o nią martwić. W dodatku te zwłoki w lesie… Pomyślałem sobie, a gdyby to ją tak ktoś zabił? Nie chcę mieć z nią nic więcej wspólnego, ale źle jej nie życzę. Ostatecznie kilka dobrych chwil przeżyliśmy, zanim dowiedziałem się kim była i kim ja sam byłem dla niej.

– Rozumiem, że dowiedział się pan o roli Grace Latison, pańskiej byłej żony, w sprawie niejakiego Owena K. z prasy i to pana zaniepokoiło, więc postanowił pan na własną rękę jej szukać w sposób… zdalny. Zgadza się?

– No… tak. Tak – słuchanie ze zrozumieniem u komisarza oceniam na pięć.

– Wróćmy może do osoby odnalezionej przez pana kobiety w lesie. Czy i tutaj niepokój albo ciekawość, sam nie wiem, też skłaniały pana do poszukiwania odpowiedzi? Kto, dlaczego zamordował taką kobietę w lesie? Domyśla się pan zapewne, że sama tam nie umarła z własnej woli tudzież naturalnie, a może nie musi się pan domyślać? – znak zapytania zawisł w powietrzu,  Wrota robi wymowną pauzę. Sugeruje mi, że… serio? Zerka na ekran monitora, po czym spogląda ponownie i czyta coś pospiesznie. Nieznacznie, prawie niedostrzegalnie ściąga brwi, ale to wystarczy, by domyślić się, że coś go bardzo zaniepokoiło. Nie odrywając oczu od ekranu, z niezwykłą prędkością przez chwilę biega palcami po klawiaturze. 

– Myślę, że wrócimy do rozmowy za moment, a teraz zróbmy sobie małą przerwę, chyba że pani aspirat ma jakieś pytania. Przepraszam – komisarz błyskawicznie wciska Windows i L, wstając, po czym pospiesznie wychodzi.

    Świetnie. Czyli co? Przyznałem się, że jestem Andym Hornem, szukam wrednej byłej żony, bo jestem dobrym człowiekiem i nieobojętny jest mi jej los. Angielska policja mnie szuka i jakimś cudem polska dowiedziała się, że Leopold Fikcyjny to Andy Horn, którego tamci bardzo chcieliby przepytać. Tak ot. To przecież niemożliwe. Rafał? Nie. Na pewno nie. Mark? A co on może wiedzieć? Że Andy, kolega Rafała, mieszka Polsce, kontaktuje się z nim, przez cholera wie, jakie kraje. Mark dąży do wiedzy, chce rozwikłać zagadkę, zrobić megareportaż, uratować niewinnych ludzi, rozbić mafię. Jestem jego źródłem, nie mógł mnie wsypać. Grace! Znalazła się, chce zwalić na mnie wszystkie winy, wciągnąć mnie w to. Manipulatorka pierwszej klasy zrobi wszystko i utopi każdego, kto tylko się przyda, by mogła oczyścić samą siebie. Jeśli tak, to jestem w niezłych opałach. W końcu to, że znalazłem Anę, nie musi być wcale żadnym zbiegiem okoliczności. Muszę się dowiedzieć. Zerkam na Dworną i oceniam odległość do najbliższego portu USB w komputerze pod biurkiem. Cholera. Policjantka ma mnie na oku. Nawet jeśli schylę się zamiarem pogrzebania w bucie, nie dosięgnę do kompa, a jeżeli wyciągnę się za bardzo, zauważy. Poczekam na powrót Wroty. Będzie zamieszanie, przejdzie obok niej, zanim się usadowi, wepnę…

– Panie… w zasadzie nie wiem, jak się do pana zwracać. Fikcyjny czy Horn? – wytrzymuję jej wzrok. Ma strasznie długie rzęsy. Jasne, aksamitnie beżowe. Złotawe. Naturalne. – Hmm, proszę mi powiedzieć, czy coś zwróciło pana uwagę, coś pana wciąż niepokoi w związku z odnalezionym w lesie ciałem Oriany…

– Any Janiv – przerywam. I tak do tego dojdziemy. Policjantka nie wydaje się zdziwiona – Rozmawiałem z Arletą Wiązer, co zapewne już wiecie – Ha! Trafiłem w dziesiątkę. Dworna spuszcza wzrok, niby coś bardzo zainteresowało ją na ekranie laptopa. Pisze. Rozglądam się za zegarem, ale nie ma żadnego. Nie wiem, ile czasu już tu siedzę. Dziś jeszcze mam w planach popołudniową zmianę u Taosa, przed którą obiecałem psom las.

– Panie Fikcyjny, zostańmy na razie przy „Fikcyjny” – mówi od wejścia komisarz, jak słyszał pytanie koleżanki – Na dziś nie mam więcej pytań, a właściwie czasu na nie,  zmuszony jestem przerwać pańską wizytę, także proszę nie wyjeżdżać z kraju, najlepiej z miasta, nie zmieniać nazwiska – na sto procent uśmiechnął się sarkastycznie pod tą maską. – Wkrótce poproszę pana ponownie, myślę, że w tej sytuacji – zawiesił głos na bardzo krótki moment, by dodać śmiertelnie poważnym tonem – i nam i panu zależy na dobrych stosunkach oraz współpracy. Chwileczkę – powstrzymuje moją próbę oderwania tyłka od krzesła, a drukarka zaczyna trzeszczeć i stękać, nim wypluje moje zeznania na papierze – Proszę przeczytać i podpisać, jeśli wszystko się zgadza – mówi komisarz podniesionym głosem, by przebić się przez hałas sprzętu wypluwającego kartki – Dokończ tu z panem, a potem chodź do małej konferencyjnej.

    Wychodzę z komendy oszołomiony. Zdemaskowali jedną z moich nielegalnych zmian tożsamości, odkryli, że interesuję się sprawą, potencjalnie mogę być nieźle umoczony, a wypuszczają mnie, ba, wykopują tak ot, wierząc, że jestem przykładnym obywatelem, który będzie z nimi współpracował? Albo są bardzo lekkomyślni, albo ja czegoś nie wiem. Z pewnością nie wiem. Ale się dowiem! Mam ochotę złamać wszelkie przepisy, by jak najszybciej dostać się do domu. Powodem głównym nie są bynajmniej czekające na mnie psy czy praca. Tę ostatnią mam kompletnie w tyle. Najwyżej mnie wywalą. Chcę, muszę do komputera!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

57. Zamiana ról

     Jeden zero dla mnie, ale co mam teraz zrobić? Dojechałem do miasta, zatrzymałem się przed zjazdem w kierunku centrum i uruchomiłem tele...