32. Poszukiwania rozpocząć czas

    To, czego dowiedziałem się od Rafała, komplikuje absolutnie wszystko. Nie ma opcji, bym ot tak zgłosił się na policję. Musiałbym to zrobić tu w kraju, a ci choćby na podstawie mojego zdjęcia jako Horna mogą skojarzyć mnie z prawdziwym nazwiskiem. Nawet jeśli nie dziś, to jutro czy za pół roku, zwłaszcza że nie wiem, jak się sprawy potoczą. Najlepiej byłoby pojechać tam i bezpośrednio, co obecnie jest wykluczone, wyjaśnić, że od dawna się z nią nie widziałem i nie mam już zupełnie nic wspólnego. A gdyby tak znaleźć Grace przed nimi? Ciekaw jestem, co by powiedziała na to, że natknąłem się na jej koleżankę martwą w polskich krzakach. Mam ochotę dorwać ją i wydusić z niej wszystko, a jestem pewien, że sporo by tego było. W Dudley jestem spalony. Nikt nie będzie chciał ze mną gadać i zaraz doniosą policji, że wypytuję. Odpada. Żeby tak znaleźć punkt zaczepienia…

    Jak na autopilocie sypię suchą karmę do misek i idę zrobić sobie kolację. Hm… a ta przyjaciółka z Nottingham? Jak jej było? Kate? Jeśli rzeczywiście przyjaźniły się wiele lat, to nawet jeżeli Grace ją wykorzystywała, nie mówiąc wszystkiego, coś może wiedzieć. Musiałbym też poznać nazwisko gościa, dla którego szantażowała prokuratora. Ciężko będzie bez kontaktów… Cholera jasna, czuję się jak ślepiec. Miałem już nigdy tego nie robić, a tymczasem dochodzę do wniosku, że nie mam innego wyjścia jak samemu dokopać się do informacji, co legalne nie będzie. Po kolei, a właściwie od tyłu. Najpierw muszę zidentyfikować prokuratora z tej afery. Trzeba będzie odświeżyć stare umiejętności. Stąd nie dostanę się jednak tam, gdzie bym chciał, wyjazd odpada, zatem zostaje internet. Czas zadbać o szczyptę anonimowości, łączę się więc przez szyfrowany tunel, na razie to powinno wystarczyć, a następnie rozpoczynam poszukiwania. To będzie długi wieczór. 

– Cześć Leoś – odbieram szybko, myśląc, że to Rafał coś sobie przypomniał, tymczasem słyszę głos Moniki.

– Coś potrzebujesz? – w roztargnieniu pytam dość ostro.

– Ojej, ja nie w porę? Coś się stało? – troska głosie aż się ulewa.

– Nie, nic, zamyślony byłem – tylko rozmówek z nią mi teraz brakuje.

– Acha, bo wiesz, ja chciałam się upewnić, że pójdziesz ze mną jutro do Ulki. Na imprezę, mówiłam ci już, pamiętasz? To blisko, ale wiesz… moglibyśmy podjechać twoim. Rozmawiałam z nią o tobie. Wiesz, o tym, że to ty znalazłeś tamtą martwą w lesie i powiedziałam, że chciałbyś pogadać z  babką, u której mieszkała, bo interesujesz się sprawą – chcę ją zbyć, ale teraz zmieniam zdanie. Nie odpowiadam od razu, więc Monika zachęca dalej – Ulka powiedziała, że spoko, kobieta jest osobliwa, ale czasem zamieniła z nią kilka słów, no i z tamtą Rosjanką – Ukrainką, do cholery, wołam w myślach – też była na „dzień dobry”. Może cię do niej zaprowadzić czy coś, żeby nie zatrzasnęła ci drzwi przed nosem, jakbyś przyszedł sam.

– Świetny pomysł. To, o której po ciebie zejść?

Nottingham, Kate, Rafał, Grace i cały ten burdel musi poczekać. Być może Oriana byłaby jakimś źródłem informacji, ewidentnie znała przecież Grace. Byłaby, gdyby nie była tak bardzo... martwa. Paradoksalnie, bez jej zwłok, których widok utkwił mi w głowie jak niemożliwa do wydobycia drzazga, nie niepokoiłbym się tak bardzo, a zniknięcie eks miałbym w nosie.  Zapewne do czasu…  Zobaczymy, co wie, a właściwie co ja mogę wyciągnąć z tej, u której mieszkała Ukrainka. Nie zdziwię się, jeśli nic. Nagle wszystko to wydaje mi się idiotyczne i zarazem zabawne. Co za burdel urządziła Grace, że ciągnie się za mną aż tutaj? Cholera, może sama jest w tym wszystkim ofiarą, jednak nie potrafię o niej myśleć w tych kategoriach. 

Po namyśle, by nie tracić czasu, postanawiam odnaleźć Kate przez internet. Wszak mam jej poprzedni adres i na pewno znała się też z kilkoma osobami z Dudley czy Birmingham. Może znajdę ślad na portalach społecznościowych. Wciągam się, zaczynam kopać za informacjami o Grace i jej powiązaniach. Zaczynam od serwisów, tego, co można znaleźć dzięki przeglądarce. Może „Kate” to popularne imię, ale tę konkretną nietrudno zidentyfikować. Na stronie Perryfields High School znajduję listę uczniów, według której w grupie mojej eksżony były dwie Kate, wyszukuję więc obie i bingo. Tylko jedna pasuje – Kate Wanson. Figuruje w nieaktualnym już raczej i zapomnianym, bo zupełnie niezabezpieczonym spisie najemców wspólnoty mieszkaniowej z Nottingham.  Nie ma przy nazwiskach dokładnych adresów, ale rejon się zgadza z tym, w którym jej szukałem i odbiłem się od drzwi pamiętnej soboty. Grace wciąż ma ją wśród znajomych na Facebooku – skąpy profil bez zdjęć, bez danych. Nie wiem, co Grace naopowiadała jej o mnie, jak często rozmawiały w ostatnich latach i w ogóle jak blisko były, ale na pewno nie kontaktowały się przez FB. Zalogowany przez VPN na konto Grace myszkuję pracowicie, sprawdzając ślady. Nie używały tego kanału, by się umawiać czy choćby rozmawiać, chociaż Grace chętnie korzystała z tej formy przy kontaktach z naszymi wspólnymi znajomymi lub tymi z pracy. Istnieje zatem szansa, że Kate niewiele o mnie wie i nie będzie z góry negatywnie nastawiona. Jakby ją tu… hmmm… zakładam nowy profil do kontaktu. Muszę „zbudować” mu jakąś historię, by był wiarygodny i nie wzbudzał wątpliwości. 

Skończyłem zarzucać pierwszą przynętę, toteż pozostaje mi uzbroić się w cierpliwość i wziąć pod uwagę, że Kate wcale się nie odezwie. Zamiast bezproduktywnie czekać, zabieram się za poszukiwanie newsów o zniknięciu Grace, by ustalić nazwisko jej ostatniej niedoszłej ofiary, czyli prokuratora, o którym pisano w skąpym artykule na Birmingham Live.

Anthony Rodey istotnie miał dla Grace nagiąć literę prawa, aby uratować własną skórę, lecz nieoczekiwanie został chwilowym bohaterem, który nie uległ presji. Materiałów mało, same ogólniki. Słabo. Trzeba będzie pokopać głębiej, a to oznacza konieczność lepszego przygotowania i niestety będę musiał wykorzystać trochę bardziej Rafała. Nikt inny nie przychodzi mi do głowy. Niejaki Owen K. został zatrzymany z woreczkiem metaamfetaminy w kieszeni i w obawie przed mataczeniem w sprawie postanowiono o dalszym, tymczasowym areszcie. Jego wniosek o zwolnienie za kaucją miał być ceną za milczenie Grace. Prokurator miał jedynie nie wyrazić sprzeciwu. Starania Grace nie przyniosły jednak rezultatu i nie tylko Owen K. pozostał w areszcie, lecz również ona miała tam się znaleźć, gdyż jej działania wskazywały jednoznacznie na powiązania ze środowiskiem. Nakaz aresztowania i wizyta policji w mieszkaniu, gdzie niegdyś tak bardzo chciałem odnaleźć szczęście, okazały się daremne, bo po Grace nie było śladu. Ciekaw jestem, jak długo kaktusy wytrzymają bez wody.  A może zabrała je ze sobą? Do niej to całkiem podobne. To tyle, jeśli chodzi o „newsy” ogólnie dostępne, a ja chciałbym wiedzieć, kim jest ów Owen K. Niestety do akt sprawy czy choćby raportów z zatrzymania nie mam dostępu przez internet, choćbym nie wiem, gdzie wlazł. I tu będę musiał wykorzystać kumpla. 

– No cześć, wiem, że jest późno. Możesz gadać? – nie zastanawiając się, dzwonię do Rafała i orientuję, że już prawie dwudziesta trzecia.

– Jasne. Właśnie skończyłem czyścić pompę i zbieram się do domu.

– Jak zwykle w garażu siedzisz do nocy?

– To nie garaż, tylko warsztat – śmieje się – O, faktycznie późno jest. Co potrzebujesz?

– Stary, grubsza sprawa. Nie wiem, czy powinienem cię o to prosić, więc sam zadecydujesz, czy to zrobisz. W razie czego rozumiem.

– Ocho, poważnie zabrzmiało. Wal.

– Potrzebowałbym dostać się do policyjnych raportów i ogólnie bazy w Birmingham. Wiesz, żeby dowiedzieć się, w co tak naprawdę władowała się moja eks.

– O… kay, jak miałbym ci w tym pomóc? – już z większą rezerwą pyta Rafał. Mam wrażenie, że widzę, jak zatrzymał się ze zmarszczonym czołem podczas zamykania drzwi.

– Chodzi o zainstalowanie programu dającego dostęp do zasobów. Najlepiej na komputerze komendanta.

– W Poole?

– Właśnie nie. W Poole nie warto ryzykować. W Birmingham.

– Stary, ja się nie znam na takich rzeczach. Jak miałbym to zrobić? Ja…

– Wystarczy wpiąć pendrive’a na chwilę, ale trzeba tam być i jakoś to zaaranżować.

– Stary, w Poole może bym to jakoś miał szansę ogarnąć, ale tam? – jestem pewien, że właśnie drapie się w czubek głowy. Milknie, cisza zaczyna się przedłużać i już nabieram powietrza, by powiedzieć mu, aby zapomniał, to bez sensu, gdy słyszę – Chociaż właściwie mógłbym spróbować. Pamiętasz tego gościa, któremu robiłem wyposażenie? Tego, co tak się chwalił, a może ciebie już nie było? Nie, musiałeś być, przed twoim wyjazdem się zgłosił.

– Pamiętam, miałeś mu zamienić zwykłą kabinę w pięciogwiazdkowy hotel, śmialiśmy się, że najpierw musiałbyś wrzucić granat, żeby powiększyć tę zatęchłą dziuplę.

– Tak! Właśnie. Trochę to trwało, ale zrobiłem, co się dało i wierz mi, wyszło cacko, aż sam nie mogłem się nadziwić. Gdyby jeszcze zapłacił. Dostałem zaliczkę, całkiem ładną, nie przeczę, lecz uśpiła moją czujność. Na zaliczce się skończyło, a robota warta razy trzy. Byliśmy umówieni na rano, a ten, wyobraź sobie, zwiał. Raz odebrał telefon, że niby wypłynął na próbę, skontaktuje się, nawet numer konta wziął, wpłacić miał, żebym nie musiał czekać i od tej pory ani jego, ani kasy, ani nie odbiera. A jak gadaliśmy wcześniej, to mówił, że jest z okolic Birmingham, nie stricte stamtąd, nawet nie pamiętam, ale wiem, że mi mówił i nawet skojarzyłem, że chłop z tych okolic, z których ty przyjechałeś. Cholera, może nawet to wpłynęło na mój zwiększony kredyt zaufania, chociaż to strasznie głupie jest, bo co ma do rzeczy…

– Złożyłeś zawiadomienie? O tym, że ci nie zapłacił?

– Jasne. Tylko tutaj. Na razie cisza, ale mógłbym teoretycznie być niecierpliwy, pojechać do Birmingham i pod pretekstem, to w sumie była spora suma, a na razie gościa ni widu, ni słychu, no wiesz, tylko nie wiem, czy tak od razu dopcham się do głównego komendanta. Wiesz, procedury… 

– Coś wymyślimy – cieszę się jak dziecko, choć w zasadzie nic jeszcze nie jest pewne – Grunt, że mamy punkt zaczepienia.

    Po rozmowie z Rafałem idę z psami, chociaż nie wyglądały na zainteresowane. Zapewne położyły lagę na późnowieczorny spacer, widząc, że utknąłem przy komputerze i poszły spać na dobre. Pozbierały się mimo to, nie mają ze mną lekko.

    Myśli kotłują się w mojej głowie, nie wiem, czy zasnę, chociaż naprawdę mam już dosyć i czuję, że ciągnę resztkami. Podchodzę do komputera, by wszystko powyłączać, gdy widzę powiadomienie o odpowiedzi. Od Kate Wanson. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

57. Zamiana ról

     Jeden zero dla mnie, ale co mam teraz zrobić? Dojechałem do miasta, zatrzymałem się przed zjazdem w kierunku centrum i uruchomiłem tele...