31. Skrzynka Pandory


    Dawno nie zaglądałem do mojej wciąż aktywnej „hornowej”, czyli tej, którą się posługiwałem, gdy byłem Andym Hornem w Poole, skrzynki mailowej. Poprzedni adres e-mail używany w Dudley całkiem skasowałem, co było nieodzowną częścią procesu zamykania rozdziału. W Poole wylądowałem po ucieczce od Grace. Chociaż nie musiałem pryskać z portowego miasteczka i bezpowrotnie się odcinać, potraktowałem czas tam spędzony jak kolejny zakończony etap. Wszak pozostawiając je w tyle, porzuciłem nawet fałszywe nazwisko, by na nowo zbudować sobie życie z... następnym fałszywym. Chwilami mam wrażenie, że w kółko popełniam te same błędy, kręcąc się w tym schemacie odcinania życiowych kuponów i tylko wszystko się komplikuje.

Poole. Doceniłbym to miasto pewnie dużo bardziej, gdybym umiał wtedy żyć. Pojechałem tam w ciemno. Zaszyłem się w obskurnym, wynajętym z pierwszego ogłoszenia, na jakie trafiłem mieszkaniu i spędzałem całe wieczory, nieraz noce na włóczeniu się wzdłuż portu, piciu w portowych knajpkach. Głęboką nocą lub nad ranem doczołgiwałem się do skrzypiącego łóżka i przesypiałem dni, by po południu znowu ruszyć do baru celem leczenia kaca, użalania się nad sobą i wydawania kradzionych pieniędzy. Taki byłem twardziel. Właściwie, gdyby nie Rafał, pewnie będąc w stanie nieważkości, wpadłbym w końcu do wody czarną nocą i utopiłbym się, o ile wcześniej nie zrobiłbym tego samego w alkoholu. Pies z kulawą nogą, by nie zauważył. Rafała poznałem naturalnie w barze, do którego on wpadał czasem na szybkie piwko po pracy, a ja, bo z tego jeszcze mnie nie wyrzucili. Zwrócił na mnie uwagę, ponieważ dobrze wstawiony, zacząłem paplać do cierpliwego barmana po polsku. Do dziś nie mam pojęcia, o czym rozmawialiśmy, ale szybko wyznałem Rafałowi, że jest moim najlepszym przyjacielem i w przypływie uczuć – wszak nie często spotyka się rodaka, który chce wysłuchać pijaka – zacząłem opowiadać mu o sobie. Gdy otrzeźwiałem następnego południa, zaholowany uprzednio przez nowego znajomego do domu, wpadłem w panikę, ponieważ nie pamiętałem, ile mu naopowiadałem i co może z tego wyniknąć. Kim jest Rafał, gdzie pracuje, co robi, a najważniejsze – co zrobi z informacjami, którymi tak ochoczo podzieliłem się z nim poprzedniego wieczora. Nim ruszyłem się, by go odnaleźć, ewentualnie ukryć się lub zwiać, gdzie pieprz rośnie, zapukał do moich drzwi. Na szczęście okazało się, że niewiele z mojego pijackiego bełkotu zrozumiał, zwłaszcza że tamtego wieczora sam całkiem trzeźwy nie był. Podobno też mi o sobie co nieco powiedział, ale ja, tak zapatrzony w swoje żale, niczego nie zapamiętałem. Nieoczekiwanie poczułem się więc niezręcznie z innego powodu. Wkrótce jednak i tak zostaliśmy całkiem dobrymi kumplami, chociaż bardzo się od siebie różniliśmy, a ja wciąż miałem swoje tajemnice i nieraz czułem się jak dwulicowy skurwysyn, który gra biednego nieudacznika, podczas gdy mógłby odwdzięczyć się i pomóc drugiemu człowiekowi przynajmniej finansowo. 


Rafał był jak z innego świata. Mąż, ojciec czwórki dzieciaków, zapracowany od rana do wieczora, by utrzymać rodzinę, z marzeniami… Wiecznie coś kombinował, dorabiał na lewo, planował, gonił za każdym funtem, a gdy umyślił sobie jakąś nową robotę, liczył kasę, zanim ją zarobił i już planował, na co ją wyda. Pracował głównie w porcie, codziennie kręcił się wśród dziesiątek jachtów, statków, motorówek i opowiadał, że pewnego dnia kupi taki jacht. Choć leżało to wciąż w sferze dość odległych pragnień, wiedział doskonale, kto planuje sprzedać, za ile, kiedy i mówił, że jeszcze trochę uzbiera, dorobi, dobierze kredytu i to on będzie szczęśliwym nabywcą. Nie zrażało go, gdy ktoś inny zostawał nowym właścicielem upragnionego jachtu, bo zwykle miał już na oku inny, lepszy. W porcie było tego mrowie. Nic mu nie powiedziałem, że mam tyle pieniędzy, iż mógłbym mu od ręki za gotówkę kupić najbardziej wypasioną łajbę, ale gryzło mnie to gdy widziałem jego codzienną szarpaninę i wciąż te marzenia, które napędzały go, ale ich realizacja wciąż była zupełnie nierealna. No ale co miałem zrobić? Dać mu worek z nielegalnie zdobytą kasą i opowiedzieć jej historię czy nakłamać, że wygrałem na loterii albo w spadku dostałem? Może nie poszedłby na policję, ale na pewno straciłbym kumpla. 
W sumie sporo o sobie opowiedziałem Rafałowi, wyłączając po części moją prawdziwą rodzinę i powód (choć nie ten najistotniejszy) wyjazdu z Polski. Trochę pominąłem, wiadomo, gdy już się zacznie żyć w kłamstwie, niełatwo nagle być całkowicie szczerym. Nawet nie mógłbym. Wiedział zatem o Grace, myślał, że nazwisko mam po dziadku Brytyjczyku, a w Anglii szukam korzeni i lepszego życia, uciekłszy uprzednio od rodziny, która miała wobec mnie wygórowane oczekiwania. To dzięki nowemu przyjacielowi  wylądowałem na kozetce u Johansona i uwierzyłem, że jeszcze mogę coś zrobić ze swoim życiem. Wciąż mam szansę. 
Adres mailowy Andiego Horna założony w Poole nadal działa. Pośród nic nieznaczących wiadomości, znajduję mail od Rafała i robi mi się głupio, bo przecież mieliśmy być w kontakcie. Takie jedno odstępstwo od kolejnego odcięcia kawałka życia. Pisał prawie miesiąc temu. Nawet mu cholera życzeń noworocznych nie złożyłem. Taki kolega jestem. Rad nierad czytam. 
Stary, mam nadzieję, że u Ciebie wszystko w porządku i to, że się nie odzywasz, to dobry znak. Miałeś nosa z tym wyjazdem. Wiesz, że nie byłem co do tego przekonany, ale cieszę się, że nie odwiodłem Cię od tej decyzji. Prawdopodobnie jeszcze nie wiesz, bo to raczej lokalne brytyjskie serwisy o tym piszą, a tych, jak Cię znam, nie śledzisz. O twojej byłej zrobiło się głośno. Jeśli jest w tym ziarno prawdy, to niezłe z niej ziółko. Serio, stary, dobrze, żeś się z nią rozwiódł. Podobno szantażowała jakiegoś prokuratora, uwiodła go, potem porobiła foty i groziła, że je wyśle żonie i współpracownikom. Żądała wycofania oskarżenia jakiegoś gościa, na którego mają ponoć mocne dowody, że jest umoczony w handel ludźmi. Nie trafiła, bo prokurator i tak jest już w trakcie rozwodu i nie dał się. Mieli ją zgarnąć, ale zniknęła. Więcej nie piszą, bo jak zwykle wszystko jest owiane tajemnicą. W każdym razie szukają jej. Wiem, że ona jest ostatnią osobą, o której chciałbyś myśleć, ale uznałem, że muszę Cię uprzedzić, bo niewykluczone, że i o ciebie będą pytać, w końcu byłeś jej mężem, a praktycznie też zniknąłeś. Na razie cisza. Napisz mi co mam mówić w razie czego. Trzymaj się stary.
Zajebiście. Gorączkowo przebiegam wzrokiem po pozostałych wiadomościach, z których większość, to oczywiście spam. Jest i drugi mail od Rafała.
Cześć stary, nie chcę Cię niepokoić, ale Bill, od którego wynajmowałeś mieszkanie, pochwalił się facetowi, któremu remontuję łajbę, że pytali o ciebie. Chcieli z tobą gadać. Nie wiem dokładnie, bo to jednak z drugiej ręki, ale ponoć pytali też, czy Grace Cię odwiedzała w Poole, czy ktoś ją tu widział i co o niej mówiłeś. Bill, rzecz jasna, nic nie wiedział, nawet o tym, że Ty po rozwodzie. Ron, ten od łajby, nie wie, czy Bill coś mówił, że się znamy, ale nie zdziwię się, jeśli i do mnie dotrą. Daj znać, co mam mówić. Wiesz, że bez twojego przyzwolenia nie pisnę pary z ust, ale kłamać też nie chcę. Na razie. 
Spociłem się jak szczur, nim doczytałem do końca. To wiadomość sprzed ponad tygodnia i więcej nie pisał. Cholera jasna. Mam ochotę wypieprzyć tę skrzynkę w kosmos i udawać, że nic w niej nie było. Jeśli angielska policja szukała mnie i dotarła donikąd, bo Andy Horn zniknął z powierzchni ziemi, to raczej nie przejdzie nad tym do porządku dziennego, tylko zacznie węszyć. Jeszcze mi przypiszą jakiś współudział. W co ta pieprzona Grace się wpakowała? Uwodzenie i szantażowanie w sumie byłoby do niej podobne. To by nawet tłumaczyło te jej sobotnie romanse, ale po to, by ratować tyłek jakiemuś przestępcy? Dla kasy? Wątpliwe – nie była pazerna, chyba że wymyśliła sobie jakiegoś kaktusa nie z tej ziemi i nie było ją na niego stać. Nie zastanawiając się wiele, łapię za telefon i dzwonię przez apkę do Rafała. Odbiera błyskawicznie, choć jeszcze nie wie, że to ja. 
– To ja – od razu poznaje mnie po głosie, więc bez zbędnych wstępów przechodzę do rzeczy.
– Stary, no trudno powiedzieć, tak normalnie przecież nikt o tym nie trąbi, ale ta twoja była chyba się jeszcze nie znalazła. Miałem do ciebie znów pisać, tylko nie wiedziałem, czy jest sens, bo nic nie odpisałeś.
– Dopiero dziś zajrzałem do skrzynki. Nic nie wiedziałem – mówię zgodnie z prawdą.
– No to masz wyczucie. Wczoraj zawędrowało do mnie dwóch detektywów. Pewnie ktoś im powiedział, że się kumplujemy. To w końcu małe miasto. Pytali, dokąd wyjechałeś i takie tam, ale sami nie chcieli mi nic powiedzieć, wiesz, w sensie, o co chodzi, po co pytają.
– Co im powiedziałeś?
– Nic. Nie wiem przecież, gdzie dokładnie jesteś. Szkoda, kurcze, że mi na maila nie odpisałeś. Niby nic nie powiedzieli, ale najwyraźniej zadowoleni też nie byli. Na moje oko, to oni jakoś wiążą jej zniknięcie z twoim, może myślą, że jej pomagasz. Ale, ale, spokojnie, stary, powiedziałem im, że znam historię: rozwiedliście się, bo żona cię zdradzała i odkąd tu przyjechałeś, ani razu nie kontaktowałeś się z nią, ani nic w tym stylu, więc niemożliwe, żebyś jej w jakikolwiek sposób pomógł. Odciąłeś się od niej zupełnie.
– Co oni na to.
– No właśnie nic. Kamienne twarze. Trudno rozgryźć, co sobie myślą pod tymi czapkami.
– No właśnie… cholera.
– Stary, jeśli chcesz mojej rady, to powiem ci, że powinieneś sam się z nimi skontaktować.
– Zwariowałeś?
– Serio, przecież nie masz nic wspólnego z aferami tej swojej eks, prawda? Czysty jesteś, więc lepiej niech nie tracą sił na fałszywe tropy.
– Teoretycznie masz rację – z jednej strony ryzykowne posunięcie, ale z drugiej, im intensywniej będą mnie szukać sami, tym głębiej mogą się dokopać. Dokumenty Andiego Horna są jak spod igły, jednak nie wiem, jakie możliwości ma policja i jak dokładnie mnie sprawdzają. Gdzie mogła podziać się Grace? Gdyby się znalazła, przestaliby się mną interesować.
– Halo?
– Jestem, jestem, myślę. Słuchaj, Rafał, nic nie rób, nie mów niczego glinom, ani, że ze mną rozmawiałeś, ani nic. Zastanowię się i zadzwonię. Dzięki za wszystko!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

57. Zamiana ról

     Jeden zero dla mnie, ale co mam teraz zrobić? Dojechałem do miasta, zatrzymałem się przed zjazdem w kierunku centrum i uruchomiłem tele...