26. Niejeden

    Byliśmy już pięć miesięcy po ślubie, gdy odkryłem, że Grace ma kochanka. Już albo dopiero. Przez moją głowę przelatywały dziesiątki pytań, niektóre wielokrotnie te same, lecz żadne nie zostało wypowiedziane na głos i na żadne z nich nie potrafiłem sobie odpowiedzieć. Czy to się dzieje od dawna, czy może małżeństwo ze mną to takie rozczarowanie, że kobieta musi szukać doznań u innego faceta? Czy jestem tak beznadziejny, że to robi? Do czego jestem jej potrzebny, skoro na co dzień zatruwa mi życie, a w weekendy kocha się z innym? Dlaczego mi to wszystko robi? I dlaczego do jasnej cholery wcześniej nic mnie nie zaniepokoiło, że tak gładko i po prostu wpakowałem się w to? 

Tamtej odkrywczej soboty wróciłem do domu i zwyczajnie urżnąłem się w trupa. Niedzielny poranek rozdarł dzwonek telefonu, który niczym kat wbił bezlitosny topór w moją umęczoną głowę. Nie odstawiłem dostawczaka z sadzonkami na miejsce. Stał pod domem. No tak. Dobre wrażenie szlag trafił. To już nie miało żadnego znaczenia.

Wziąłem się jednak w garść, nic nie powiedziałem żonie, za to kilka kolejnych sobót spędziłem, śledząc ją. Uzbrojony w aparat fotograficzny, ubrany w nowe, zupełnie nie w moim stylu ciuchy, by nie rozpoznała mnie na przykład po kurtce tak, jak ja ją po sukience, czułem się jak idiota. Gdy odwiedzała matkę, czekałem już na nią na drugim końcu parkingu. W pensjonacie spędzała maksymalnie pół godziny, po czym ruszała do centrum miasta. Zawsze była umówiona w którejś z restauracji lub kawiarni. Rozmawiali, śmiali się, pili, jechali taksówką do hotelu. Ten sam scenariusz za każdym razem, różne były tylko lokale, hotele i... faceci. Tak, za każdym razem spotykała się z innym facetem. No może nie za każdym, bo jeden powtórzył się dwukrotnie, jednak moje wyobrażenie o tym, że ma kochanka, uległo dziwnemu przeobrażeniu. Niczego już nie rozumiałem. Lepiej to czy gorzej? Lepiej by miała stałego fagasa z miłości, czy realizowała się jako pospolita kurwa? Co z tą kobietą jest nie tak? Raz udało mi się nawet zrobić wyraźne zdjęcie przez okno, gdy byli w pokoju. Grace zasłaniała roletę, gdy on, już nagi, zdejmował jej stanik. To był akurat ten dwukrotny absztyfikant. Od czwartego razu właściwie nawet się nie denerwowałem, widząc ją mizdrzącą się do innego. Byłem odrętwiały. Patrzyłem na kobietę, jakiej zupełnie nie znałem.  Z tej nowej perspektywy miłość, która jeszcze nie dawno kazała mi się zmieniać dla niej, zagryzać zęby i dostosowywać za wszelką cenę, zacząłem postrzegać jako niedorzeczny twór, absurdalny wybryk wyobraźni. Obserwowałem, jak mój świat się wali. Czułem ból pustki i może jeszcze jakąś dziwną, gorzką satysfakcję, gdyż byłem krok przed nią. Wiedziałem, a ona nie wiedziała, że ja wiem. Którejś nocy włamałem się do jej komputera i telefonu, przejrzałem wszystkie konwersacje z tymi facetami, smsy, chaty na zahasłowanym koncie, o którym nic wcześniej nie wiedziałem. Jedna podobna do drugiej, ten sam schemat wybierania i łowienia mężczyzn na jedną noc. Nawet trochę zrobiło mi się ich żal. Ze starszych rozmów wynikało, że umawiała się z nimi również w innych miastach, jeździła nawet do Sheffield i Manchesteru. Wtedy pewnie nawet nie zaglądała do matki. Były też usunięte rozmowy, ale miałem na tyle dość, że już ich nie próbowałem odzyskać i czytać. Tego, co zobaczyłem, było aż nadto. Moja chęć zemsty konkurowała we mnie z chęcią zostawienia jej bez słowa. W końcu zwyczajnie pokazałem Grace zdjęcia i powiedziałem, że to koniec. Rozwód będzie równie szybki, co ślub. Oniemiała, zbladła, po czym wściekła się, zaczęła mnie oskarżać, że nie mam prawa jej śledzić, że jestem zboczonym tyranem i inne takie. Nie było w niej żadnej skruchy czy poczucia winy ba, próbowała mnie szantażować, mówiła, że mnie zniszczy, też potrafi spreparować na mnie dowody, a w to, co mam, nikt nie uwierzy. Pamiętam te wykrzyczane słowa: A może nie muszę niczego wymyślać?! Kim ty właściwie jesteś? Skąd jesteś? Może cała twoja historyjka jest wyssana z palca? Gdy się zapominasz, masz obcy akcent, wiesz? Może jesteś jakimś oszustem? Hę? Ja jestem stąd, znają mnie od dziecka! Nikt ci nie uwierzy! Jesteś chory! Darła się na mnie, jednocześnie walcząc ze sobą, by nie krzyczeć zbyt głośno, bo sąsiedzi. Mój brak reakcji doprowadzał ją do szału, kto wie, może gdybym został choć chwilę dłużej, zamiast zabrać spakowane uprzednio rzeczy, odłożyć mój komplet kluczy na stół i wyjść na zawsze, rzuciłaby się na mnie z pazurami. Zbyt wiele mnie to jednak kosztowało, miałem dość patrzenia na jej facetów, kaktusy i przede wszystkim na nią. Moja miłość niestety nie przeobraziła się w nienawiść, jak początkowo próbowała, czy chęć zemsty, lecz w żal i cholernie bolesne poczucie krzywdy. Szkoda. Czysta nienawiść byłaby łatwiejsza.


Złożyłem pozew o rozwód, przedstawiłem wszystkie dowody, jakie miałem na zdrady małżeńskie, by sprawa była jasna i szybko załatwiona, a Grace nie miała czasu na przekręcanie faktów. Wypowiedziałem umowę o pracę w trybie natychmiastowym z powodów losowych i pozwoliłem sprawom toczyć się dalej. Może Birmingham to duże miasto, ale Dudley już nie. Chociaż Grace bardzo starała się mnie oczernić, w miasteczku i tak zaczęło huczeć od plotek na jej temat. Na mój oczywiście też, jestem pewien, że koniec końców i tak to o mnie myślą źle, jeśli w ogóle, lecz to już nie było moim zmartwieniem od momentu, gdy bezpowrotnie pożegnałem hrabstwo West Midlands.

Zamknąłem rozdział (przynajmniej formalnie), podwinąłem ogon pod siebie i wyjechałem na południe. Zmieniłem numer telefonu. Znowu zaczynałem od nowa. Tym razem jednak było ciężej. Piłem coraz więcej, użalałem się nad sobą, dręczyłem się i obwiniałem o te wszystkie moje idiotyczne życiowe wybory, w wyniku których zawsze zostaję sam, krzywdzę siebie i innych. Nawalony płakałem nad sobą, nad okradzioną przeze mnie Blanką i jej siostrą, nad zdemaskowaną nimfomanką Grace i sobą – królem kretynów. Im więcej rozpaczałem, rozpamiętywałem własne krzywdy i piłem, tym większą czułem do siebie odrazę, przez co jeszcze bardziej pogrążałem się w rozpaczy, a co za tym idzie, więcej wlewałem w siebie alkoholu, by nie myśleć. Jak w zaklętym kręgu głupca.

    Chciałem wrócić do Polski, przyznać się, oddać kasę i poprosić o surowy wymiar kary. No, ale oczywiście nie mogłem tego zrobić, bo jestem zbyt wielkim tchórzem. Zamiast tego wybrałem na chybił trafił nowe miejsce i wkrótce wylądowałem w portowym mieście Poole nad cieśniną La Manche. Tam uratował mnie Johanson, a właściwie Rafał, dzięki któremu dotarłem do doktora. 

1 komentarz:

  1. Już nie mogę doczekać się kolejnego odcinka...

    OdpowiedzUsuń

57. Zamiana ról

     Jeden zero dla mnie, ale co mam teraz zrobić? Dojechałem do miasta, zatrzymałem się przed zjazdem w kierunku centrum i uruchomiłem tele...