23. Chwila wspomnień

    Ciotka Weronika mawiała, że pierwszy sen w nowym roku jest bardzo ważny, ponieważ jest niczym metaforyczna przepowiednia dotycząca kolejnych dwunastu miesięcy. Podobną wagę przykładała do pierwszego snu w nowym miejscu, pierwszego snu po ślubie, pierwszego snu po rozwodzie oraz zapewne wielu innych „pierwszych snów”. Ogólnie miała bzika na punkcie tego, co mózg sobie roi nocą. Mój ojciec zwykł mawiać o swojej siostrze: normalna to ona nie jest albo niby żartem: podmienili ją w szpitalu tuż po narodzinach, a dla mnie przez długi czas była najbliższą osobą z rodziny. Nikt tak nie rozumiał moich nastoletnich, późniejszych zresztą też problemów, jak właśnie ciocia Wera ani nikt nie miał dla mnie tyle czasu, co ona, gdy naprawdę potrzebowałem wsparcia i słuchacza. Rzeczywiście, była jakby ulepiona z innej gliny, nie pasowała do tej ambitnej, trzeźwo myślącej, zawsze praktycznej rodziny lekarzy i karierowiczów, jednak wyprzeć się jej nie mogli choćby z powodu niezwykłego podobieństwa do dziadka i mojego taty. Już bardziej ciotka Iza, trzecia z rodzeństwa była najmniej podobna z wyglądu do kogokolwiek w rodzinie, ale za to charakter miała ponoć po babci. To ona przejęła gospodarstwo dziadków.

    Weronika była (właściwie mam nadzieję, że nadal jest, nie widziałem jej od lat i nieraz byłem dosłownie maleńki kroczek od decyzji o odwiedzinach) porywcza, emocjonalna, niezwykle empatyczna, czuła na wszelkie krzywdy innych. To prawdopodobnie najlepsza pielęgniarka, jaką kiedykolwiek zatrudniono i osoba z najbardziej zaśmieconym mózgiem miliardami faktów, ciekawostek, przypowieści, przepowiedni i kto wie czego jeszcze. Gdybym uległ, jednak się z nią spotkał, wyciągnęłaby ze mnie wszystko. Nie wydałaby mnie z pewnością, nie pisnęłaby słowa nikomu, lecz zrzuciłbym na nią ciężar tej tajemnicy i musiałaby z nim żyć. To, co o mnie wie, myśli o moim obecnym życiu, jest najlepszą opcją dla wszystkich. 

Jabłko

Uciekając z tonącego okrętu, nie myślałem zbyt wiele o rodzinie. W końcu i tak byłem czarną owcą, która nigdy nie robi tego, czego od niej oczekują, niech wobec tego sobie radzi sama, skoro przecież tego właśnie chce. Jednakże po kilku tygodniach od opuszczenia Bianki, jej siostry i całego tego interesu, przypomniałem sobie o rodzinie, która w końcu zaniepokoi się moim milczeniem. Może i kontakty z matką, ojcem i bratem miałem, delikatnie mówiąc w tamtym czasie luźne, to czasem rozmawialiśmy przez telefon albo wpadałem na chwilę. Tymczasem do świąt zostało tylko kilka tygodni, więc musiałem coś wymyślić. Kupiłem kartę prepaid, z której można było zadzwonić wówczas bez rejestracji i skontaktowałem się z ciocią Werą, ojcem i bratem. Wcisnąłem lekkostrawną historyjkę o tym, jak to podłapałem okazję pracy w niemieckiej korporacji za zachodnią granicą i planuję zostać tam na dłużej, więc przez jakiś czas nie należy spodziewać się mnie w domu. Z góry sorry za krótką rozmowę i jeśli rzadko będę się odzywał, ale mam masę roboty, muszę się wdrożyć, starać i ogólnie wiadomo – zapierdziel, także wesołych świąt oraz dużo zdrowia. Oczywiście to nie takie proste „powiedzieć”, zdawałem sobie sprawę z tego, że jednak policja może zapukać do ich drzwi, aby się ze mną skontaktować. Nie mogłem być pewien, co zezna Natasza. Wówczas nie miałem również zielonego pojęcia czy i jak bardzo głośna to będzie sprawa, co dotrze do mojej rodziny i na ile oni sami będą mnie podejrzewać o jakieś powiązania. Wiedzieli przecież, że spotykałem się z Blanką. Zadbałem więc o alibi. Zapytany o nią – A co z twoją dziewczyną, razem wyjechaliście? –  odrzekłem, że dawno już się rozeszliśmy, to była tylko chwilowa fascynacja i tyle. Natomiast by jak najbardziej upodobnić moje kłamstwo do potencjalnej prawdy, znalazłem kumpla ze szkoły, który wyjechał za zachodnią granicę, złożyłem papiery do firmy, w której pracował i oczywiście zapłaciłem mu za pomoc oraz dyskrecję. Mój fart, że akurat na kasę zawsze był łasy. Gdyby ktoś chciał mnie sprawdzić (byle niezbyt dokładnie) mój ślad byłby zgodny z tym, co mówiłem. Przy okazji posiedziałem trochę na Bawarii, nim zdecydowałem co dalej. Ojciec chyba ucieszył się, że sobie radzę, za to Weronika tak się zdenerwowała i zasmuciła moją nieobecnością podczas najbliższych świąt, że zaraz złapała za jabłko i zaczęła chrupać, co nieco utrudniało konwersację. Cała ona. Wszystkie swoje niezdrowe zwyczaje typu wielkie kawy-siekiery, wstręt do warzyw, papierosy uważała za zupełnie nieszkodliwe, ponieważ codziennie jadła przynajmniej jedno jabłko, a czasem sześć. Jakby owoc tworzył wokół niej niewidzialną barierę dla wszelkich konsekwencji płynących z całej reszty. Był jej lekiem, ubezpieczeniem od chorób i uspokajaczem. Wszyscy się wiecznie nabijali z tych jej jabłek, a mój ojciec tylko kręcił głową z politowaniem.  

Wtedy myślałem, że normalnie wrócę do domu najdalej za kilka miesięcy, może za rok, gdy już zamkną Nataszę i sprawę na dobre. Nawet raz prawie spróbowałem. Ech, nieważne. Rodzina pogodziła się z moim niezwykle rzadkim odzywaniem się, może i tak wolą, przynajmniej nikogo nie drażnię, nie denerwuję. A ja, chociaż mógłbym właściwie częściej, nie czuję potrzeby. W końcu teraz jestem kimś innym. Jestem Leopoldem Fikcyjnym, a nie… Nie wiem, po co mojej myśli zawędrowały na te manowce, po co znowu o tym rozmyślam. Z jednej strony chciałbym mieć pewność, że siostry Sobak już o mnie zapomniały, a ich szemrani kontrahenci siedzą, by zrzucić fałszywą tożsamość z siebie niczym płaszcz, wrócić do domu, znowu być sobą, lecz z drugiej strony wiem, jestem po prostu pewien, że gdy tylko pojawię się w mieście, obudzę te przyczajone strzygi i zapłacę za swoje. Zresztą, nawet jeśli nie, czy potrafię znów być dawnym sobą? Co im wszystkim powiem? Będę brnąć dalej w kłamstwa i wymyślać szczegóły czy przyznam, że jestem jak zawsze nieudacznikiem, który niczego nie osiągnął, a może wymyślę sobie nową karierę? To bez sensu. Ciotce Weronice nie umiałbym tak kłamać w twarz. Wiedziałaby.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

57. Zamiana ról

     Jeden zero dla mnie, ale co mam teraz zrobić? Dojechałem do miasta, zatrzymałem się przed zjazdem w kierunku centrum i uruchomiłem tele...