19. Blanka

 Nie potrafiłem oderwać od niej oczu. Minęło tyle lat, a ja wciąż pamiętam to uczucie, jakbym przeżył je dosłownie przed chwilą. Didżej maniacko puszczał Madonnę i od tamtego czasu, gdy tylko słyszę któryś z jej ówczesnych przebojów, widzę przed sobą Blankę, czuję podniecającą gorączkę dyskoteki, w której się poznaliśmy. 

    Dziwnie pamiętam tę dziewczynę. Potrafię przywołać wspomnienie niektórych szczegółów. Choćby jej włosy. Jedwabiście miękkie, długie i niezwykle jasne pasma zawsze pachniały delikatnie słodkawo, zmysłowo, jakby muśnięte łąkowym wiatrem i dymem. Albo głos. Wysoki, trochę piskliwy, a jednocześnie uwodzicielsko wibrujący. Nieraz powodował, że wzdłuż kręgosłupa przepływał mi przyjemny prąd. Pamiętam też oczy – duże, niesamowicie błękitne, jasne, okolone długimi jasnymi rzęsami, które uparcie tuszowała, aż sklejały się i przypominały owadzie nogi. Nigdy jej tego nie powiedziałem, nie potrafiłem być szczery, jeśli przeczuwałem, że mogłoby to sprawić jej przykrość. Przywiązywała dużą wagę do wyglądu, spędzała całe godziny w łazience. Wiecznie narzekała, że w czymś źle wygląda albo nie ma się w co ubrać. Nie rozumiałem tego, zresztą nadal nie rozumiem. Była tak śliczna, we wszystkim prezentowała się perfekcyjnie. Chociaż trzeba przyznać, że gdy się wystroiła, wyglądała po prostu zabójczo. Co ciekawe nie potrafię przypomnieć sobie jej twarzy. To znaczy, wiem jaka była, mniej więcej. Te oczy, drobne usta, kształt… ale całościowy obraz zaciera się w pamięci. 

    Była wysoka. A właściwie takie sprawiała wrażenie dzięki butom, co uświadomiłem sobie dopiero wtedy, gdy zaczęliśmy spędzać ze sobą noce, budzić się razem i półnago, na bosaka krzątać po mieszkaniu. Wtedy wydawała mi się taka uroczo drobna, naturalna. Jednak po uzbrojeniu się w modne ciuchy, makijaż i te jej nieodłączne, wysokie szpilki przeobrażała się ze słodkiej dziewczyny w silną, zdecydowaną i bynajmniej nie kruchą kobietę. 

    We śnie poznałem ją po figurze, ruchach, tym jak stała, szła, ale nie widziałem zupełnie twarzy… No i miała nieswoje włosy, nieswoją bliznę. Pomimo nagości emanował z niej ów szykowany codziennie dla zewnętrznego świata wizerunek. A może miała swoje szpilki? Nie pamiętam… Muszę zapisać to, co jeszcze potrafię przywołać, nim zatrze się, zblednie i zniknie jak każda inna senna mara…


Szpilki dziewczyna kobieta Blanka

    Miałem dwadzieścia trzy lata, kiedy zadurzyłem się w niej totalnie, od pierwszego wejrzenia, gdy tylko zobaczyłem ją tańczącą w tamtym lokalu. Wszystko, co działo się potem, było nią uwarunkowane. Wiedziałem, że nie wyjdę z dyskoteki, jeśli nie zdobędę przynajmniej jej numeru telefonu, tymczasem po kilku godzinach miałem nie tylko to.

    Wszystko, co działo się później, przynajmniej przez jakiś czas, było jak półsen, któremu poddawałem się bez najmniejszego słowa sprzeciwu. Tkwiłem w głupkowatym zachwycie, zadowolony płynąłem z jej prądem i robiłem, co tylko chciała z pełnym przekonaniem, że los nam sprzyja, a przed nami świetlana, wspólna przyszłość. Rzuciłem studia dzienne, na które uprzednio dostałem się nie bez trudu i aby być bliżej niej, zostałem studentem zaocznym psychologii. Czesne było wysokie, a praca dla studenciaka jak zwykle niskopłatna, więc dziękowałem opaczności i Blance rzecz jasna za nowe źródło dochodu, które może nie było legalne, ale sprawiało, że czułem się wreszcie kimś, mogłem pokazać rodzicom, że nie potrzebuję ich pieniędzy okraszonych wyrzutami i w dodatku mogę mieć dużo więcej, niż wcześniej. To była czysta robota. Prosta jak na tamte czasy hakerka, podrabianie faktur, dokumentów, fałszowanie danych i zdobywanie haseł, by siostra Blanki, Natasza mogła wprowadzić w obrót pieniądze z nielegalnego źródła. Ja ich nie kradłem, nie robiłem nikomu nic złego. Tylko... pomagałem prać. Najważniejsze było to, że wzbudzałem podziw i zadowolenie dziewczyny, w której zakochałem się po uszy. Dzięki niej byłem bogaty, szczęśliwy, czułem się niezależny, niezniszczalny, najlepszy! Śmiałem się z brata i jego mrówczej pracy. Radek tyle lat ślęczał nad książkami, zarywał noce, tyrał niemal za darmo na stażu, by potem zasuwać w szpitalu na dwudziestoczterogodzinnych dyżurach za grosze i ledwie wiązać koniec z końcem. Gdyby nie Hanka, jego żona, jeszcze przez długie lata musieliby mieszkać z rodzicami. A ja, ja miałem Blankę i siedziałem w złotym interesie. Nie zdawałem sobie tylko sprawy z tego, że w rzeczywistości stąpałem po bardzo cienkim lodzie. A zresztą, nawet gdybym był tego świadom, nie zrezygnowałbym. Nie mógłbym jej zawieźć, co gorsza stracić. Poza tym mijały miesiące, lata, ja zaś stawałem się perfekcjonistą, nie popełniałem żadnych błędów, nie zostawiałem śladów, nie było możliwości, by pies z kulawą nogą zorientował się, że działam poza prawem. Zaślepiony miłością i pewnością siebie, nie wziąłem pod uwagę tego, że przecież wystarczy, aby ktoś inny wzbudził podejrzenia, zaczął sypać i początek końca będzie kwestią czasu. 

    W międzyczasie olałem studia, za które ciągle płaciłem, a Blanka swoje ukończyła. Jej siostra widziała we mnie potencjał, za pośrednictwem mojej dziewczyny namawiała mnie do nauki i obie wjeżdżały mi na ambicję, toteż zacząłem przygodę z ekonomią. Miałem hajs, nie potrzebowałem robić wszystkiego sam. Kombinowałem. Pracę licencjacką napisał dla mnie na zlecenie kolega. Nie, żebym się nie uczył. Po prostu nie miałem na wszystko czasu, natomiast stać mnie było na… pomocników. Blanka o tym nie wiedziała, nie mogłem się przyznać, że nie ogarniam. Byłem przecież supermanem. Cóż, jak się potem okazało, i ona miała przede mną swoje tajemnice. Co gorsza, gdybym na czas nie otrzeźwiał, nie wykazał się refleksem i sprytem w ratowaniu własnej dupy, poszedłbym siedzieć za to, co robiłem, pewnie jeszcze za innych, a Blanka bez mrugnięcia swoim ślicznym okiem, obciążyłaby mnie w sądzie. Na szczęście zupełnie przypadkiem podsłuchałem jej rozmowę z Nataszą i zrozumiałem, kim naprawdę dla nich byłem przez cały ten czas. Cóż, grunt, że w porę uciekłem z tonącego okrętu bez patrzenia za siebie. Sumienie odezwało się później. Ten idiotyczny sen to też pewnie echo skrupułów, które potem tak długo mnie męczyły. Tylko dlaczego teraz?

    Mógłbym chwycić za telefon, umówić, wizytę, wskoczyć w samolot i choćby jutro poszukać odpowiedzi razem ze starym doktorem… Mógłbym? Johnson nigdy się nie spieszył i w tej kwestii na pewno nic się nie zmieniło. Jego podejście niemal sugeruje, że facet jest nieśmiertelny, stąd na wszystko ma nieskończenie długi czas. Każdy objaw niecierpliwości kwitował podczas spotkań tym swoim: Haste makes waste. Potrzebowałbym co najmniej kilku wizyt, by miało to jakikolwiek sens. A jutro do roboty. Nie, nie szukam wymówki. Po prostu nie mogę się cofać. Zawsze będzie coś do rozkminienia, wypłynie jakiś problem, rozterka. Stanąłem na nogi i zmierzę się tym sam. Czy nie do tego ukształtowały mnie te wszystkie nonsensownie drogie sesje z psychologiem?

Może gdybym znienawidził obie siostry po równo, byłoby łatwiej. Bezwzględną Nataszę co prawda powiesiłbym chętnie na suchej gałęzi, nie mam co do niej żadnych pozytywnych uczuć. To typowa hiena, żerująca na innych, bez skrupułów niszcząca wszystkich i wszystko, co stanie jej na drodze do celu. Jestem pewien, że śpi spokojnie, podczas gdy inni odsiadują za nią wyroki. Natomiast Blanki nigdy nie znienawidziłem do końca, chociaż miałem, chyba wciąż mam do niej ogromny żal. Za to, że mnie zdradzała, wykorzystała, a na koniec wystawiła, chciała wydać i obciążyć. Jednocześnie dręczyły mnie przez długie lata wyrzuty sumienia, bo przecież ostatecznie to ja zablokowałem dla siebie jedno z grubych kont, wyczyściłem je i wyszedłem bardzo po angielsku, zacierając po sobie ślady, nim się zorientowała. Ile razy miałem potworną ochotę poszukać jej w internecie, sprawdzić co z nią, może nawet pojechać do niej… Mógłbym to zrobić bez obaw, nikt by się nie dowiedział. Problem w tym, że ja bym wiedział, a przecież z takim trudem zamknąłem ten rozdział. Przynajmniej do tej pory byłem pewien, że to zrobiłem. 

    Jak to możliwie? Właśnie teraz, po zatrzaśnięciu tych wszystkich drzwi, wyrzuceniu kluczy, znów słyszę skrzypienie? Blanka we śnie nie miała długich, złotych włosów. Były krótkie, ciemne. Jak włosy Grace... 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

57. Zamiana ról

     Jeden zero dla mnie, ale co mam teraz zrobić? Dojechałem do miasta, zatrzymałem się przed zjazdem w kierunku centrum i uruchomiłem tele...