15. 3 x P

    Można się było spodziewać, że Aniela Kłopocińska — najbardziej upierdliwa sąsiadka — już wszystko wie, a może nawet więcej, niż w ogóle się wydarzyło. Oczywiście widziała, jak wraz z policjantem odstawiłem Bimbra pod drzwi Grześka, a potem wsiadłem do radiowozu i pojechałem w siną dal. W jej teorii muszę być tym złym, inaczej zaraz po moim powrocie złożyłaby mi wizytę, to znaczy zupełnie przypadkiem spotkałbym ją na klatce w pobliżu mojego mieszkania. Aby nie rozmawiać o tym przez zamknięte drzwi, zadzwoniłem do Grześka podczas spaceru z Tolą, Urwisem i Fusią. Tak, wziąłem je wszystkie naraz, bo każde z nich patrzyło tak samo rozpaczliwie i nie byłem w stanie wybrać najbardziej potrzebującego. Założyłem słuchawki, by mieć wolne ręce, choć wciąż to za mało o jedną. Właściwie chciałem zapytać sąsiada, czy Bimber się uspokoił, czy wszystko z nim w porządku. Prawdopodobnie tak jak i ja, pierwszy raz w życiu spotkał się osobiście z trupem. Musiałem też wyjaśnić Grześkowi, co się stało, bo wcześniej nie miałem jak, a pies raczej mu nie opowiedział. 

Przy okazji dowiedziałem się, co też rozpowiada Kłopocińska. Podobno jej bratanek pracuje w Straży Miejskiej i ona od niego dowiedziała się, że słyszał od kolegi, który ma jeszcze innego kolegę, co ma brata policjanta czy jakoś tak, możliwie, że tu coś mi się pomieszało, ale ostatecznie hit jest taki, że w okolicy grasuje gwałciciel. Podobno zaczepia kobiety, zwłaszcza te, które wcześnie rano lub wieczorem uprawiają jogging. Mój poranny spektakularny odjazd radiowozem spod klatki ma mieć z tym coś wspólnego. Grzesiek, opowiadając mi to, omal nie udusił się ze śmiechu. Całe szczęście, że tak łagodnie przechodzi tę chorobę, bo jeszcze miałbym go na sumieniu. Moje ponowne pojawienie się na wolności raczej nie rozwieje plotki. Grzegorz twierdzi, że prędzej pani Aniela uzna, że niewydolna policja ma zbyt mało dowodów i wypuściła przestępcę, niż zwątpi w tak sensacyjną teorię opartą przecież wyraźnie na wiarygodnych słowach policjanta, który jest bratem kolegi od kolegi bratanka… Niech no jeszcze dotrze do niej informacja, że kobieta znaleziona w pobliskim lesie była martwa, to mózg całkiem się jej zagotuje. Cholera, za każdym razem, gdy przypominam sobie to ciało, wraca dręczące pytanie: skąd do licha ją kojarzę? 

Mam wielką ochotę zatelefonować do tej policjantki i zapytać, czy ustalili dane zamordowanej. Wiem, że to głupie, nie udzieliliby mi takich informacji, a jednak żałuję, że wyrzuciłem tamtą karteczkę. Mógłbym zgłosić się, że na przykład przypomniałem sobie o tym, że ktoś prawdopodobnie był w pobliżu. Wtedy, gdy Bimber tak się najeżył. Nie wiem dlaczego, ale nie powiedziałem o tym ostatnio. Chyba zwyczajnie zapomniałem. To mogło być po prostu jakieś zwierzę. Jednak pretekst dobry, aby jeszcze raz złożyć zeznania i, może przy okazji, dowiedzieć się czegoś o tej dziewczynie. Kto by pomyślał – sam kombinuję, co zrobić, by umówić się na rozmowę z glinami.

Spóźniona pizza Leopolda

Od blisko dwóch godzin szwendam się bezmyślnie po stronach internetowych i zawędrowałem właśnie w jakąś kompletną czeluść, gdzie przeczytałem "gorącego newsa" o tym, jak to dwóch gości spotkało się na gali MMA, gdzie mieli walczyć na pięści za jakieś absurdalnie ogromne pieniądze. Podstarzały nieco bokser z niedoszłym modelem. Pięściarz skopał młodszego, został zdyskwalifikowany, a ten wyśpiewał komentarz na poziomie zdemoralizowanego przedszkolaka, skacząc po zielonym tle i ja, tak ja to pooglądałem, dokładając się tym samym do prawie półtora miliona odsłon tego absurdu. A wszystko to w oczekiwaniu na zamówioną pizzę… 

– Halo? Dzień dobry ponownie, Leopold Fikcyjny, zamawiałem pizzę na Akacjową…

– Tak, tak, chwileczkę… – słyszę, jak dziewczyna przyjmuje zamówienie od kogoś innego – przepraszam, o jakie zamówienie chodzi?

– Na Akacjową, dwie godziny temu…

– Tak, tak, najmocniej przepraszam. Zdaje się, kolega to przyjmował, poinformował pana o wydłużonym czasie oczekiwania.

– Nie poinformował – w zasadzie to nie pamiętam – kiedy dostanę moją pizzę?  I dlaczego to tak długo trwa? Zaraz umrę z głodu.

– Proszę pana, robimy, co w naszej mocy, ale mamy teraz tylko jednego pracującego kierowcę i mnóstwo zamówień – mówi znużonym, przepraszającym głosem pewnie po raz setny – Teraz pojechał na Zawiszy albo osiedle Malinowe… sama nie wiem. Chwileczkę… – znowu odbiera inny telefon i komuś tłumaczy to samo, co mnie. Zaraz szlag mnie trafi. Rozłączyło się. Cholera. Niewiele myśląc, ubieram się i wychodzę. Sam sobie odbiorę ten pieprzony obiad.

Wracam do domu z pizzą i… nową pracą. Nie przemyślałem sprawy. Po prostu rzuciłem, że skoro mają takie problemy, to chętnie popracuję dla nich jako kierowca – dostarczyciel przez jakiś czas. Od razu zmaterializował się przede mną kierownik z umową i długopisem. Zaczynam jutro w południe. Czy to możliwe, że net tak dziś mnie otumanił, iż nie wiem, co robię?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

57. Zamiana ról

     Jeden zero dla mnie, ale co mam teraz zrobić? Dojechałem do miasta, zatrzymałem się przed zjazdem w kierunku centrum i uruchomiłem tele...