11. Krok do przodu?

 Jestem zdruzgotany, a jednocześnie szczęśliwy. Jest nadzieja. Jeśli tylko przestanę wreszcie wszystko robić źle. Nawet nie zdawałem sobie sprawy… a jednak im więcej się dowiaduję na temat opieki nad psami, tym bardziej uświadamiam sobie, jak niewiele wiem i jakim byłem ignorantem. Naprawdę myślałem, że behawiorystka jakoś „naprawi” te psy, sprzeda mi prosty patent na nie i po jej wizycie wszystko zmieni się o 180 stopni. Teraz chce mi się śmiać z samego siebie. Jak można było być tak naiwnym i myśleć, że wszystko będzie takie proste?

Po pierwsze: zmiana karmy ze śmieciowej na prawdziwą. Ha! A ja myślałem, że jeśli kupię reklamowane żarcie dla psów w markecie, to będzie top klasa. Nie czytam etykiet tego, co kupuję dla siebie, a co dopiero dla tych darmozjadów. No i błąd. W obu przypadkach powinienem. Pani Kasia nie tylko skrytykowała psią dietę, ale i moją. Muszę się lepiej odżywiać, jeżeli chcę mieć siłę i zdrowie na to wszystko. Właściwie sam nie wiem, dlaczego tak się zapuściłem dietetycznie po przyjeździe do kraju… 

Po drugie: stanowczość i konsekwencja a z czasem opanuję wspólne spacery. Już widzę oczyma wyobraźni, jak idę z trzema psami, a każdy grzeczny jak Bimber. Mógłbym odzyskać swoje życie. Kasia powiedziała, że jest to jak najbardziej możliwe i tak się stanie, ale muszę najpierw sporo popracować nad psami, które teraz po prostu mną rządzą. Gwizdoniową też pewnie tak sobie okręciły wokół… łapy, ale dla niej widocznie to było w porządku. Zresztą nie wiem. Skąd miałbym wiedzieć? W każdym razie zaczynam już od dziś. Dostałem mnóstwo szczegółowych zaleceń, które dodatkowo otrzymam mailem w raporcie z konsultacji, żeby czegoś nie zapomnieć albo nie pokręcić. Będzie dobrze. Kasia tak powiedziała i tego będę się trzymał. Zabieram się więc za siebie i moje życie z kopyta. Jest, jak jest, ale trzeba wreszcie odzyskać kontrolę, uporządkować to wszystko i przede wszystkim nie dać sobą rządzić. Już nic więcej nie może mnie zaskoczyć.

Chwilami wydaje mi się, że żyję w jakieś innej rzeczywistości, w odrębnej bańce, gdzie wszystko kręci się wokół zupełnie innych priorytetów, a zewnętrzny świat jest odizolowany i jakby mniej realny. Tak mocno skupiam się ostatnio na swoim dziwacznym życiu, że naprawdę niewiele do mnie dociera. Nie mam telewizora, nie czytam prasy, nie ma mnie w mediach społecznościowych i o wszystkim dowiaduję się z opóźnieniem. Muszę się wziąć w garść również na tym polu. Omal nie dostałem znowu mandatu, tym razem za brak maseczki. Przysięgam, nie wiedziałem, że teraz już trzeba nosić nawet na świeżym powietrzu, w parku, gdzie w zasadzie nikogo o tej porze przy takiej pogodzie nie ma.  

Leopold w maseczce, koronawirus


Szedłem sobie z Tolą, zadowolony, bo właśnie przed momentem elegancko pozbierałem jej kupę i dumnie niosłem ją w kierunku kosza na śmieci. Naprzeciwko mnie szło dwóch policjantów, których zauważyłem, gdy Tola się załatwiała. Jednym z nich był ten sam, z którym rozmawiałem w kuchni owego tragicznego dla sąsiadki – i mnie poniekąd trochę też – dnia. Gdy podeszli, zamachałem im przed oczami aromatycznym woreczkiem, zanim wrzuciłem go do pojemnika. Oczywiście byli niewzruszeni, a mój entuzjazm zdawał się do nich zupełnie nie trafiać. Skutecznie starli z mojej gęby uśmiech, informując, dlaczego zwrócili na mnie uwagę. Moje zastosowanie się do obowiązku sprzątania za pupilem zostało zupełnie niezauważone i niedocenione. Na szczęście szczerość zdumienia sprawiła, że dostałem tylko pouczenie i nakaz natychmiastowego zasłonięcia ust i nosa oraz zaopatrzenia się w maseczkę, bo następnym razem… i tak dalej… Tak się przejąłem, że na późnowieczorny spacer, gdy w promieniu kilometra nie ma żywego ducha, poszedłem przepisowo zamaskowany. Po cholerę tu wracałem? Do wszystkiego się przypieprzają. 

Trzeba być bardziej na bieżąco, więc usiadłem z piwem przy komputerze tym razem nie w celu znalezienia 101 porad jak żyć ze stadem roszczeniowych psów, lecz po to, by dowiedzieć się, co w ogóle dzieje się wokół mnie. Czytam, patrzę na zdjęcia tłumów, oglądam transmisje z tego, co dzieje się w przeróżnych miastach, miasteczkach, dotarłem również do wypowiedzi oraz komentarzy czołowych polityków dzierżących władzę i trzymam się za głowę.  Potrzebuję więcej piwa. Zdecydowanie więcej. Czy to na pewno jest ten sam kraj, z którego kiedyś wyjechałem? 

2 komentarze:

  1. Fikcyjny przyzwyczaj się do absurdów tego kraju w którym demokracja to fikcja.

    OdpowiedzUsuń
  2. Coraz bardziej mi się podoba ;-).

    OdpowiedzUsuń

57. Zamiana ról

     Jeden zero dla mnie, ale co mam teraz zrobić? Dojechałem do miasta, zatrzymałem się przed zjazdem w kierunku centrum i uruchomiłem tele...