fikcyjny ja, czyli kto?

      Na z pozoru proste pytanie sam muszę sobie odpowiedzieć, bo w zasadzie dopiero zaczynam istnieć i nie mam zielonego pojęcia, kim jestem. Podejrzewam, że dla ludzi to zazwyczaj oczywiste. Jak to kim? Listonoszem, piekarzem, prawniczką, ojcem, córką, człowiekiem, chomikiem. No może chomik by tak zwyczajnie nie powiedział, ale cholera go tam wie. Nie znam się na chomikach. Ja wiem tylko jedno: ja jestem fikcyjny. Czyli, że tak właściwie to mnie nie ma, gdyż nie jestem realny. Proste. Jestem nierzeczywisty, nieautentyczny, wymyślony, lipny i tak dalej (w słowniku synonimów możecie znaleźć kilkadziesiąt określeń — nieźle jak na kogoś, kogo nie ma, co?) Ale! Ale! Skoro jestem fikcyjny, to znaczy, że JESTEM! No jakże by inaczej! Trochę jak żywy trup spieszący się powoli, by przepłynąć suchą wodę i ochłodzić się w gorącym lodzie. He... he... ależ to irracjonalnie głupie. 

    Dobrze. Skoro już wiemy, że nic nie wiemy, a byt pomieszał nam się z niebytem, lecz wciąż moje JESTEM tkwi czarno na białym, postanowiłem, że zacznę być naprawdę! To znaczy fikcyjnie oczywiście, ale tak jakoś... bardziej. W sumie to niezwykła szansa. Mogę być, kim chcę! Co więcej, mogę być codziennie kimś innym, zmieniać się jak kameleon, wędrować po bezmiarach fantazji godzinami i nawet się nie zmęczyć. To dopiero zabawa! Jak dziecko, które zapytane kim chciałbyś być w przyszłości? może dowolnie wybierać, wymyślać, marzyć. Tylko ja mam lepiej. Ja nie muszę myśleć o przyszłości i nikt nie będzie uśmiechał się pobłażliwie, gdy powiem, że chciałbym zostać królową wszystkich zwierząt albo strasznie bogatym, sławnym i najprzystojniejszym piłkarzem świata. Ja mogę wymyślić się tu i teraz i natychmiast takim się stać. Ależ mam potencjał!

    Wygląda na to, że jestem raczej aroganckim typem, bo jeszcze się porządnie nie określiłem, a już zadzieram nosa. OK, przypuśćmy więc, że jestem psem, albo nie, człowiekiem, konkretniej mężczyzną i mam na imię... hmmm... imię dla zmyślonego, zadufanego, wszechmocnego kreatora samego siebie, który jak dotąd gada tylko o sobie, więc już widać, że będzie też narcystycznym i egoistycznym gnojkiem... 

Niech będzie Leopold! Pasuje, prawda? PRAWDA? Nie? Zawsze mogę zmienić, jeśli się nie podoba. Nie czepiajcie się tak. W końcu jestem fikcyjny i będę robił, co zechcę. 

Do zobaczenia!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

57. Zamiana ról

     Jeden zero dla mnie, ale co mam teraz zrobić? Dojechałem do miasta, zatrzymałem się przed zjazdem w kierunku centrum i uruchomiłem tele...