1. Czyste konto

    Przemyślałem kwestię i doszedłem do wniosku, że trzeba na poważnie zabrać się za siebie. Przyjechałem tu po to, by zacząć od nowa i tym razem nie pokpić sprawy. Kurz dawno opadł, więc wróciłem do kraju, lecz nie mogę, nie chcę pokazywać się w rodzinnym mieście, pomimo że korci mnie, by je zobaczyć, sprawdzić, czy mój, już nie mój, dom nadal wygląda jak dawniej, czy wreszcie przebudowali drogę dojazdową, która była kością niezgody sąsiadów. Mógłbym za kilka godzin tam być i zwyczajnie przejechać się po okolicy, nie wysiadając z samochodu. Nikt by nie zwrócił na mnie uwagi. Kusi mnie ten pomysł okropnie, przyznaję, ale bądźmy szczerzy, nie chodzi o innych. Obiecałem sobie zamknąć tamten rozdział szczelnie i na zawsze, nie wracać do tego, nie wzbudzać wspomnień. 

    Doktor Johnson powiedział wyraźnie: Z przeszłości ważne są wnioski, które powinny nam pomóc w budowaniu jak najlepszej przyszłości i to w przyszłość trzeba patrzeć, bo tylko ona nas czeka (i śmierć, rzecz jasna) i tylko na nią możemy mieć realny wpływ. Lepiej budować niż grzebać w zgliszczach. Doskonale pamiętam te słowa, bo zapisałem je sobie, jak nastolatki zapisują bezcenne złote myśli w swoich brokatem zdobionych pamiętniczkach. Wydawało mi się to głupie, ale nalegał i teraz jestem mu za to wdzięczny. W ogóle ten etap terapii, gdy spisywałem swoje spostrzeżenia, robiłem notatki na sesjach, sprawił, że poczułem się inaczej, bardziej jak student, badacz własnego przypadku, a nie po prostu pacjent, który przyszedł aby otrzymać gotową, już przez kogoś opracowaną metodę, gwarantującą lepsze jutro.

    Zatem porzucam spontaniczną myśl o wycieczce w rodzinne strony i nastawiam się na budowanie przyszłości. Zastanówmy się, na czym stoję. Mam nowe nazwisko, nowe mieszkanie w mieście, w którym nigdy wcześniej nie byłem, nikt mnie nie zna ani ja nikogo, rozmawiałem tylko z pośredniczką najmu lokalu, która po otrzymaniu podpisanej umowy i kaucji o wartości trzech czynszów z pewnością nie zaszczyciła mnie choćby najmniejszą refleksją. Czuję się, jakbym był niewidzialny, przezroczysty. Ma to oczywiście swoje dobre strony. Nikt mnie nie rozpoznaje, nie kojarzy ze starymi sprawami, jestem bezpieczny i mogę wieść spokojne życie zadowolonego z siebie szaraka. Wypijmy za to. 

Jutro wyruszę w miasto. Pierwsza rozmowa kwalifikacyjna, może pierwsze znajomości. Poznam ludzi. Tak. Praca i nowi znajomi są na szczycie listy moich priorytetów. Oszaleję, jeśli będę wciąż gadał tylko do siebie i pił do odbicia w szybie. À propos... zaraz mi zamkną monopolowy. 

– Dobry wieczór – mówię kulturalnie do faceta, który dosiadł się w windzie. Pomieszczenie zrobiło się nagle ciasne i duszne, a ja czuję się nieswojo. Stoi i gapi się na mnie, jego nieskalana myślą twarz ani drgnie, a oddech zabija komary. W końcu marszy brwi i toczy po mnie wzrokiem.

– Pszszepraszzz..., a ty za kim jeseeś? – na pewno już dziś skorzystał z promocji "drugi 30% taniej" na sześciopaki Lecha. 

– Słucham? – w sumie rozszyfrowałem bełkot, ale nie mam pojęcia, o co mu chodzi. 

– Za Pogonią szyyy zaaaa… Legią, bo jak za Legią... – ożywił się i uniósł zwiniętą pięść.

– A! Za Pogonią oczywiście! – pospiesznie wołam. Przyznaję, że lekko się spociłem. 

– No! Swój chłop! – miażdży mnie w nieoczekiwanym uścisku i tak zastaje nas jakaś pańcia z pieskiem, gdy drzwi windy rozsuwają się na parterze. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

57. Zamiana ról

     Jeden zero dla mnie, ale co mam teraz zrobić? Dojechałem do miasta, zatrzymałem się przed zjazdem w kierunku centrum i uruchomiłem tele...